zmatowić lakier, poprawić wszelakie ubytki szpachlą, małe ubytki i rysy pokryć podkładem akrylowym, (na szpachlę tak samo KONIECZNIE musi byc podkład), potem przetrzeć jeszcze raz drobnym papierem na mokro (ja trę 800 przed malowaniem), i malować...
Większych przeciwwskazań nie widzę (oczywiście zakładam że co-nieco orientujesz się na rzeczy).
Jedna zasada której się nauczyłem (na błędach

) NIE WOLNO NIGDY MIESZAĆ ROZPUSZCZALNIKÓW (np. jeden rozpuszczalnik kupisz tu, torchę Ci go zostanie, drugi kupisz w innym miejscu, pomieszasz je i malujesz...) - mowa o rozpuszczalnikach do akryli. Robi się z tego wtedy straszliwy pasztet !!!! najlepiej kupić wszystko na raz i robić z jednych składników. A jak ew, braknie dokupowac w tym samy miejscu, z tej samej beczki
po wymalowaniu odczekasz ze dwa dni aż lakier sobie stwardnieje (zależy w jakiej temperaturze będzie sechł, ale jak w nieogrzewanym garażu to przy "dzisiejszych temperautrach" dwa dni musi odstać. Bierzesz papierek 2000 i przecierasz całość (na mokro oczywiście

.
Nie bój się tego że się robi paskudnie matowe

ja na początku jak się uczyłem malować też się tego potwornie bałem
potem pasta polerska (ja na taki 2-3 dniowy lakier stosuję G6, G3 jest ostra i raczej do starszych lakierów mocno utwardzonych bym polecał), polerujesz maszyną na mokro, potem można przelecieć mleczkiem G10 (ale nie jest to bezwzględnie konieczne), później nawoskować i masz lustro...
powodzenia
