Padnięta skrzynia? POMOCY :|
Mam następujący problem...
Od początku zaczynając.. czas jakiś temu wymieniałem przeguby zewnętrzne na obydwu kołach. Tydzień później narzeczona robiła na wisłostradzie nawrotkę a że ruch był spory spanikowała i dupnęła mocniej w gaz na maksymalnie w lewo skręconych kołach - po czym telefon do mnie "coś padło rex nie ciągnie". Nie wiedząc co padło podholowała samochód kilkaset metrów na parking - "coś w trakcie grzechotało"
Podjechałem na miejsce - z lewego przegubu zew. wyrwała się półoś, przegub się częściowo rozsypał <z manszety wypadły 2 kulki>, ale po wsadzeniu półośki w przegub o dziwo jako tako powoooli do domu 15km dojechałem o własnym silniku. Samochód na lince do warsztatu na montaż przegubu -> a oni mi mówią że nie ma na co założyć przegubu bo wieloklin na pręcie półosi zmielony
. Półtora miesiąca szukałem półosi do ee8... a rex zarastał syfem. Półoś przyszła - znowu hol do warsztatu 4km <coraz bardziej charczało ale wiedziałem że półoś zmielona - sądziłem że już nic więcej nie grozi i można holować> - wszystkie holowania odbywały się ze złożoną półosią - kotłowało się wszystko w manszecie coraz bardziej. Wstawiam samochód.. za kilka h dzwonią że złożyli półoś, kręcą na podnośniku kołem a ze skrzyni chrobot jak sk..
I teraz zasadnicze pytanie do Was bo już nikt mi chyba inny nie pomoże..:
Co mogło paść? różnicowy?? zaczęło się od pierdoły a może się skończyć na wymianie skzyni.. Jak daleko mogły dojść zniszczenia i JAKIM CUDEM
skoro rzecz się rozegrała na lewym przegubie zew/półosi. Jutro odbieram samochód będę coś może więcej wiedział.
Z góry wielkie dzięki za pomoc bo już nie wiem czy się nerwowo śmiać czy płakać
Od początku zaczynając.. czas jakiś temu wymieniałem przeguby zewnętrzne na obydwu kołach. Tydzień później narzeczona robiła na wisłostradzie nawrotkę a że ruch był spory spanikowała i dupnęła mocniej w gaz na maksymalnie w lewo skręconych kołach - po czym telefon do mnie "coś padło rex nie ciągnie". Nie wiedząc co padło podholowała samochód kilkaset metrów na parking - "coś w trakcie grzechotało"
Podjechałem na miejsce - z lewego przegubu zew. wyrwała się półoś, przegub się częściowo rozsypał <z manszety wypadły 2 kulki>, ale po wsadzeniu półośki w przegub o dziwo jako tako powoooli do domu 15km dojechałem o własnym silniku. Samochód na lince do warsztatu na montaż przegubu -> a oni mi mówią że nie ma na co założyć przegubu bo wieloklin na pręcie półosi zmielony
. Półtora miesiąca szukałem półosi do ee8... a rex zarastał syfem. Półoś przyszła - znowu hol do warsztatu 4km <coraz bardziej charczało ale wiedziałem że półoś zmielona - sądziłem że już nic więcej nie grozi i można holować> - wszystkie holowania odbywały się ze złożoną półosią - kotłowało się wszystko w manszecie coraz bardziej. Wstawiam samochód.. za kilka h dzwonią że złożyli półoś, kręcą na podnośniku kołem a ze skrzyni chrobot jak sk..
I teraz zasadnicze pytanie do Was bo już nikt mi chyba inny nie pomoże..:
Co mogło paść? różnicowy?? zaczęło się od pierdoły a może się skończyć na wymianie skzyni.. Jak daleko mogły dojść zniszczenia i JAKIM CUDEM
skoro rzecz się rozegrała na lewym przegubie zew/półosi. Jutro odbieram samochód będę coś może więcej wiedział.
Z góry wielkie dzięki za pomoc bo już nie wiem czy się nerwowo śmiać czy płakać

dziś jadę po rexa zobaczymy co się na miejscu okaże jeszcze