Przetaczałem się na jedynaczce przez tory i zaraz za nimi na skrzyżowaniu miałem skręcić w prawo, lecz przede mną wskoczyła srebrna subareta i ogień.
Więc ja długo nie myśląc szybciutko dokończyłem manewr skrętu i również ogień, no i do sedna... jedyna do końca, sprzęgło, dwója, odpuszczenie sprzęgła, ogień a tu obroty w górę a prędkość
bez zmian. Pomyślałem pewnie dwójka nie weszła więc odczekałem grzecznie aż obroty opadną żeby "czegoś" nie zepsuć i chciałem dopchnąć tę dwójkę lecz okazało się że jest tam gdzie być powinna...
Efekt jest taki że teraz nawet jak jest silnik odpalony to mogę sobie biegi zmieniać bez sprzęgła a samochód ani drgnie.
Jak się sprzęgło wciśnie to słychać brzęczenie/grzechotanie, słychać że coś się posypało i sobie tam obciera. Jak się sprzęgło puści to cisza.
Co obstawiacie skrzynia, sprzęgło może coś innego?



byłoby to najtańsze rozwiązanie