Auto odebrałem wczoraj od mechanika, po słuczce, które stało ok miesiąca u mechanika pod gołym niebem. Co gorsze nie miał maski bo odrazu sobie ją pomalowałem przy okazji naprawy. No i teraz problem.
Wyjechałem od mechanika i było wszystko ok. Zapalił odrazu no to pojechałem na przejażdżke. żadna kontrolka nie migała, ładowanie przez cały czas było. Zgasiłem silnik bo podjechałem do sklepu i przy ponownym odpaleniu zaświeciła sie kontrolka ładowania. Z racji żeby była już 1 w nocy, bnez zastanowienia ruszyłem w kierunku domu. Aku cały czas słabł, a kontrolka nie chce zgasnąć, ale podczas powrotu kilka razy zgasła kontrolka i wszystko nabrało na moment mocy. Co ciekawe nie miało to wpływu od obrotów, tylko o szybszego ruszenia. Później przejechałem przez tory tramwajowe, to znowu zgasła i zaczeła gasną i zapalać sie na przemian. Taxówkaż, który jechał przedemną aż sie zatrzymał bo myślał że m u światłami mrugałem
Teraz pytanie. Czy przez to że tyle stał i czasem pokropiło(jak już fest padło to była plandeka na nim) mógł oberwać alternator czy może jakieś kabelki zaśniedziały ? Nie wiem zabardzo które kable sprawdzać. Sprawdzanie miernikiem chyba nie ma sensu, bo odrazu widać że nie ładuje.