Po zimnej nocy pierwszemu odpaleniu musi towarzyszyć dodanie gazu zaraz po tym jak silnik zaskoczy. Czemu? Dlatego, że w momencie gdy silnik wykona jeden obrót samodzielnie cała elektryka jest rozłączana. Gaśnie radio, kontrolki, zapłon również. Sprawdzałem akumulator i klemy wydają się w porządku, aczkolwiek są lekko pordzewiałe.
Dokładniej. Jeżeli jest zimno, przekręcam kluczyk, silnik załapuje od razu (więc to żadne problemy z kompresją i samą kondycją pieca), wykonuje jeden obrót samodzielnie, po czym na pół sekundy wszystko gaśnie, wskazówka obrotomierza spada szybko w dół. Po pół sekundy elektryka łapie znowu i wszystko wraca do normy, jeżeli przy odpalaniu dodam gazu to obroty nie zdążą spaść na dno i silnik chodzi dalej.
Problem ten nie występuje gdy silnik jest ciepły, w lato nie było z tym problemów.
Domyślam się, że nie chodzi o sam silnik, a o elektryke. Akumulator lub stacyjkę najpewniej. Miał ktoś już taki problem? Jakieś pomysły?
