Otóż pracuję jako handlowiec na terenie woj. kujawsko-pomorskiego. Podczas bardzo krótkiej wizyty u kontrahenta (dosłownie: 2 minuty) po przybyciu do zaparkowanego samochodu czekała już na mnie Straż Miejska. Niczego nie świadomy wsiadam do samochodu, po czym strażnicy proszą mnie o dokumenty i informują, że stanąłem na miejscu dla niepełnosprawnych. Są tam 3 miejsca oznaczone kopertą (bez wymalowanego wózka inwalidzkiego) i kolejne 3 po drugiej stronie deptaka.
Od kiedy pamiętam były to wyznaczone miejsca dla dostawców (!)
Mój samochód był zaparkowany w miejscu czarnego Volvo (z tym, że równolegle do jezdni - po bożemu)
Suma summarum znak pionowy został wymieniony na znak z miejscem parkowania dla inwalidów.
Mandat karny jaki chcieli nałożyć na mnie strażnicy to 500zł !
Na nic się zdały tłumaczenia i wyjaśnienia. - Albo Pan przyjmuje mandat w wysokości 500zł, albo kierujemy sprawę do Sądu! Ale ostrzegam. W sądzie Pan zapłaci 900zł !
Jestem człowiekiem spokojnym i opanowanym, ale cholernie wkurza mnie takie podejście do sprawy oraz straszenie obywatela sądami. Odmówiłem przyjęcia mandatu oraz składania jakichkolwiek wyjaśnień strażnikom. Wystawiony został wniosek do Sądu. Przyznam, że pierwszy raz jestem w takiej sytuacji.
Chciałbym podkreślić jeszcze raz, że nie zaparkowałem w tym miejscu świadomie i celowo! Choroby a w tym niepełnosprawność to straszna rzecz i trzeba takim ludziom ułatwiać funkcjonowanie. Natomiast kara co by nie mówić jest dla mnie zaporowa i nie do przyjęcia.
Czy jest jakiś myk, żeby wyjść z tego ambarasu nie tak boleśnie finansowo?
PS 1. Panowie strażnicy dostali cynk od dyspozytora z monitoringu miejskiego.
PS 2. Jeśli pomogliby mi nosić towar mogę zaparkować na obrzeżach miasta.



