silniczek sie nagrzal, palkaze przyjechali jak zawsze wiec wszyscy zaczeli sie zwijac do domu... ja jadac spokojnie z qmplem, ktory jechal zprzedemnia ni z tad ni z owad nagle moj rex poprostu zgas, calkowity brak pradu
:( zatrzymalem sie, wysiadam z auta i patrze dym z pad maski. qmpel podjechal otwieramy a tam pali sie
:(:( masara, gasnica itd.... okazalo sie ze na dolocie ze storzka ( rura chromowana) nad klema + ktos owiną jakas tasma materialowa zeby nie stykalo do plusa, i to sie wytopilo, zwarlo do plusa zapalilo sie, w aucie braklo pradu... teraz pytanie??????? bezpieczniki wypalilo ta 60 co jest po maska kolo aku... zalozylem, kabel masowy dostal w dube bo caly sie spiekl, ale chodzi... wczoraj jechalem sobie i w aucie znowu braklo pradu ale paprostu aku rozladowalo, swiatla swieca rozrucznik tyka ( rozladowany aku) kontrolka nie swieci od ladowania a pradu brak ?? czy poprostu aku dostal w dupe i jest do wymiany czy cos z alternatorem ?? ewentualnie moze cos innego ??? prosze o pomoc... auto mam dop od tygodnia
:(:( pozdro
bo tez tak miałem ostatnio
