A więc tak :
Dziś wieczorem wracałem do domu i na łuku wpadłem w poślizg. Odrazu zaczołem kontrować ale auto zaczeło lecieć dosłownie bokiem co skończyło sie uderzeniem w krawęznik i wjechaniem na niego. Samochód zgasł po chwili normalnie odpalil i gdy zjeżdzałem z krawęznika coś stuknelo w miare mocno, stanolem na poboczu obejzalem samochod i wygladalo jak by nic sie nie stalo. po miej wiecej 3 godz. chcialem go odpalic i nic!!! kreci kreci ale nie zalapuje.
POMOCY!!!
Stary mechanizm zapłonowy zakończył żywot hehe