Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia
Luźno o wszystkim... Tematy w ktorych nikt sie nie odezwal od 30 dni, sa automatycznie usuwane.

Posty: 16   •   Strona 1 z 2   •   1, 2
Avatar użytkownika
Masny
 
Posty: 624
Dołączył(a): 2015-01-05, 16:32
Lokalizacja: Chełmża
Samochód: CRX 91'

Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Masny » 2017-03-23, 09:53

Siemanko!

Jak dobrze wiemy - jazda samochodem to nie tylko ciepły wiatr rozwiewający włosy, wpadający przez otwarty szyberdach pędząc przez słoneczne, zielone wzgórza Szwajcarii z grającymi The Outfield w tle. Zdarzają się też gorsze momenty, niekoniecznie z naszej winy.

Opiszmy tutaj jedno z najgorszych przeżyć jakie może spotkać kierowcę - wypadek (lub wypadek jako pasażer, ew jako pieszy).

Nie chcę tutaj wprowadzać nudnego schematu do opisywania, ale uważam, że warto by było zawrzeć:
- markę/model auta i jego stan techniczny;
- warunki pogodowe;
- doświadczenie kierowcy i jego charakter za kierownicą;
- przyczynę zdarzenia;
- skutki wypadku (ofiary/obrażenia)

Ja na szczęście nie miałem jeszcze żadnej poważnej kolizji, ani w żadnej nie uczestniczyłem, aczkolwiek parę razy bywało już blisko. Czekam na Wasze wypowiedzi :)

PS. Temat trochę na przestrogę przed zbliżającym się wielkimi krokami sezonem, aby dwa razy pomyśleć nad tym, co ma się ochotę zrobić za kółkiem :>

Avatar użytkownika
dj-napster
 
Posty: 895
Dołączył(a): 2011-04-05, 01:44
Lokalizacja: Piła - okolice
Samochód: szukam czarnego EE8

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez dj-napster » 2017-03-23, 14:24

10 lat posiadania prawka, czwarty samochód
15-22 tyś. km. rocznie (nie zawodowo).

Jazda z zachowaniem ostrożności ale bardzo często jak jest lepszej jakości droga lubię sobie szybciej pojechać i jest to często 200km/h.

Ogólnie zawsze jade sporo szybciej niż na znaku, jade jak mi wygodnie z zachowaniem bezpieczeństwa. Mam chorobę wyprzedzania wszystkiego co jedzie przede mną.

Przez 10 lat jeden mandat 100zł od straży miejskiej za 13km/h za dużo.

Nigdy najmniejszej przycierki i niech tak zostanie.
Raz mi młoda w tył civica wjechała ale tam prawie śladu nie było bo zdążyła wyhamować.
mój były ED9 -> www.honda-crx.info/viewtopic.php?f=17&t=50579&p=471686#p471686

Avatar użytkownika
akMe
 
Posty: 1760
Dołączył(a): 2009-03-19, 17:43
Lokalizacja: Tyś jest?

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez akMe » 2017-03-24, 02:20

Wiec,
Od 3 lat Marzec jest dla mnie bardzo pechowy.
3 lata temu 10 marca wyjechala mi baba z za zakretu srodkiem drogi. Ucieklem na bok- tak to bym chyba silnik nogami zatrzymal.
Plecy mnie od tamtego czasu bola, mam(a dlaczego mam na dal na dole \/ ) / mialem problem z chodzeniem, schylaniem sie, noszeniem czego kolwiek powyzej 2-3kg, i ogolem mala dysfunkcja.
Poprawilo sie po ok 8 miesiacach.
Rok pozniej baba wjechala we mnie jak stalem na pasach w tyl auta - 14 Marca.
Od tamtego czasu znowu mam problem z plecami i nic nie wskazuje, zeby bylo lepiej.
Nie moge stac dlugo w miejscu, ciagly bol itp. Do lekarza co kilka tyg po "znieczulacze" chodzilem ale przestalem gdyz chyba bylem juz od tego uzalezniony. Duzo by gadac poprostu plecy/ kręgosłup jest juz zajechany- o silowni moge pomarzyć, o rowerze tez, zakupy robie na 2x, torby nosze na 4 razy, plecaka nie zakladam na plecy bo nie jestem w stanie trzymac go dluzej niz 15min.

Obrazek
Obrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

I w tym roku - oczywiscie marzec... 17 :)
Jakis pajac zamiast stanac na stopie (auto z L'ka) wymusil mi... jadac ok 80-100km/h bylem zmuszony hamowac do 0 i wjechac na pobocze.
Oczywiscie zaplon mial taki, ze jak stanalem na poboczu (moze z 15mm od niego - bo na srodku drogi chyba w panice auto mu zgaslo) pomachal i pojechal dalej.
Coz- nic sie nie stalo ale jak bym mial podatek na aucie oplacony to bym skasowal mu caly bok z premedytacja i bardzo bym sie z tego cieszyl w sumie.

Stan techniczny aut 100% / igla itp.
Pogoda- slonecznie i ogółem w stylu odpalam grila bo sie wiosna zaczyna.
Charakter jazdy? Zawsze na spokojnie. Pelen ogien tylko wtedy kiedy mozna sobie na to pozwolic / zaleznie od drogi i warunkow pogodowych wiec ciezko powiedziec. 80km na pętelce czy 260 na autostradzie- to niema znaczenia gdyz ogolem wale w gaz tylko jak droga jest pusta i odpowiednia do tego.
Doswiadczenie? Droga uczy czlowieka cale zycie ale jezdze duzo chyba, 120-750km dziennie a KM nie swiadcza o doswiadczeniu tylko przeżyte syt. Oczywiscie w/w sytuacje sa opisane samochodami prywatnymi a jezdzac firmowymi to napewno z 4x dziennie unikam jakiegos dzwona- Irlandczycy jezdza jak debile. :zaskoczony: :rotfl2:
Obrazek

Avatar użytkownika
Marek94
 
Posty: 435
Dołączył(a): 2013-04-10, 21:35

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Marek94 » 2017-03-24, 11:41

Pierwszy w życiu dzwon miałem w wieku 16 lat pojechałem po crossa do Kielc nie zając terenu puściłem się boczną szutrową drogą która była nie oznaczona i nagle znalazłem się na czteropasmowej drodze przez 3 przejechałem na czwartym zebrała mnie toyota bez stroju,kasku itp uderzyłem głową w słupek tak że go skrzywiłem wybiłem szybę uszkodziłem kostkę w sumie totyota wyglądała jak po zderzeniu z innym autem a nie człowiekiem na motocyklu odrzuciło mnie na 20 m wpadłem w krzaki straciłem przytomność odzyskałem ją dopiero na drugi dzień w szpitalu w Kielcach karetka mnie do niego odwiozła,Moje uszkodzenia bardzo poważny wstrząs mózgu uszkodzona kosatka i dużo rożnych otarć ran itp.Lekarze stwierdzili że muszę dać na masze bo takie coś zazwyczaj kończy się śmiercią do dnia dzisiejszego jestem przekonany że Bóg mnie z tego wyciągnął. Uszkodzenia toyoty wycenili na coś ok 8-9 tysięcy już nie pamiętam bo było to dość dawno musiałem zapłacić z swojej kieszeni bo motocykl nie był ubezpieczony.
Następną stłuczkę miałem z 3 lata później gość przestawił mi dostawczaka frontera jego wina przywalił z prawej strony spychając mnie prawie do rowu skończyło się na mandacie dla niego i odszkodowaniu dal mnie.
Niewiele później gdy wydawało mi się że opanowałem crx a mity o jego trudnym charakterze można między bajki wsadzić usadowiłem go nie groźnie w rowie co było i tak za małą nauczką za taką jazdę.
Rok po tej sytuacji dziadek tak groźnie wymusił pierwszeństwo że musiałem położyć motocykl inaczej wprasowałbym się mu w kalpę straty uszkodzony motocykl który był w igła do tego ucierpiał poważnie struj motocyklowy ja obdarłem tylko nogę i rękę w miejscu gdzie przepaliło rękawiczki od tarcia dostałem ubezpieczenie ale niesmak pozostał bo moto już nigdy igłą nie będzie.
Myśląc że crx po 2 latach posiadania jest już opanowany perfekt tak dawałem w palnik że 200 codziennie latałem po każdą [lubiezne posuwanie dupa w tyl i przod] i wszędzie aż pewnego razu znalazł się większy cwaniak z mocniejszym motorem przytrzymał mnie przy wyprzedzaniu co skutkowało opuszczeniem nawierzchni utwardzonej i pokiereszowaniem crx na szczęście wyszliśmy z kumplem cało a crx nie ucierpiał aż tak bardzo ale części do niego zbieram do dzisiaj i dziękuje Bogu że nie sprzątałem kogoś z pasa z naprzeciwka bo po asfalcie poniewierało mnie dość długo co mogło skutkować masakryczną tragedią to dało mi bardzo dużo do myślenia i i dzisiaj inaczej już poruszam się po drogach publicznych co nie zmienia faktu że dalej upalam ale inaczej i na odcinkach pustych z widoczną daleko od terenu zabudowanego tak żeby komuś krzywdy nie zrobić wiadomo czasem każdego poniesie ale to co wyprawiałem przed tym zdarzeniem to przechodziło ludzkie pojęcie z drug publicznych zrobiłem sobie niemiecki Nürburg i nie powiem dość dobrze mi to szło ale skończyło się nie omal tragedią.
Ostatnim poważnym zdarzeniem było wypadnięcie z zakrętu dostawczakiem jednym słowem gumy zrobiły mnie w balona i mimo umiejętności nie auto nie reagowało na nic a zrobiłem wszytko co się dało przed zakrętem zahamowałem biegami w zakręcie dohodowywałem lewą noga jak już to nie pomagało próbowałem wyciągnąć go gazem ale masa i nowe barumy zrobiły swoje.
Oprócz tego miałem wiele sytuacji groźnych mniej lub bardziej przeżyłem dachowania uderzenia i upadki dlatego sądzę że mam jakieś tam doświadczenie w tych sprawach.
Jeżdżę agresywnie i zawsze szybciej niż przepisy pozwalają ale staram robić się to z głową nie jak kiedyś.W ciągu roku robię dość dużo kilometrów i jeżdżę rożnymi pojazdami dupowozem około 20-25 tyś rocznie do tego dochodzi Canter którym ganiam z lawetą po auta do Niemiec czasem jadę z ojcem a wracam kupionym autem myślę że w rok w taki sposób też z 15 pyknie może więcej no i oczywiście crx i motocykle myślę że wszystko razem spokojnie w ciągu roku dobija 50 tysięcy w tym roku che zrobić jeszcze papiery na C.
Robiąc tyle km i mając za sobą młodzieńcza głupotę stwierdzam że człowiek chodź jakie by posiadał umiejętności nie zawsze jest w stanie wszytko przewidzieć i dla tego nie oceniam tak łatwo jak kiedyś.
I życzę wszystkim żeby nigdy nie mieli żadnych dzwonów.

Avatar użytkownika
orowiok
 
Posty: 1112
Dołączył(a): 2009-06-13, 21:36
Lokalizacja: z gór
Samochód: ed9

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez orowiok » 2017-03-26, 01:03

No więc moje przygody kończyły się raczej szczęśliwie.
Jeżdżę firmówką fiatem doblo, robię 25-30tyś rocznie. Crx'em 10 -15tys.
Raz skończyło się na strachu, przed czołówką udało się uciec tylko dlatego że na wzniesieniu było duże skrzyżowanie.
Drugim razem ofiarą stało się lusterko, dość wyprzedzał i walił na czołówkę a jego tłumaczenie wiele o nim mówi - myślałem że uciekniesz na przystanek...
Żeby nie było, że jestem idealny to też popełniam błędy. Raz wyleciałem reksem z drogi na zakręcie - noc, zmęczenie. Skończyło się na szoku i trawie nawbijanej pod autem. Drugi raz przedobrzyłem na serpentynach i gdyby nie szybka kontra to albo auta poobijane albo rów. Oba przypadki miały miejsce rok po zakupie crx'a.
Jaki ze mnie kierowca? Jeżdżę ponad limit ale tam gdzie jest możliwość. W zimnie jestem tym, który na zakopiance leci lewym po śniegu i wyprzedza wszystko co się da, łącznie z czerołapami. Poza tym trzymam się ograniczeń prędkości, zwalniam przy pasach.
Życzę wszystkim, żeby było tu jak najmniej opisywanych przykrych drogowych zdarzeń.

Avatar użytkownika
Masny
 
Posty: 624
Dołączył(a): 2015-01-05, 16:32
Lokalizacja: Chełmża
Samochód: CRX 91'

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Masny » 2017-03-28, 10:59

Sam od siebie dodam swoje przygody. Wypadku nie było, ale bywało blisko:

1. Pierwszwa przejazdzka po kupieniu CRXa (i zarazem - moj pierwszy samochod), noc, deszcz, opony zajechane a w nodze młodzieńczy power. Za późno zauważyłem zakręt i zacząłem gwałtownie hamować. Samochód obróciło bokiem, ale zdążyłem zatrzymać się jakieś 10cm od krawężnika <uff> Skończyło tym razem tylko na strachu.
- nauczka na przyszlosc - kupione nowe opony, nowe hamulce wraz z regulacja balansu, kupione soczewki do oczu no i ograniczenie wciskania gazu w slabych warunkach.

2. Jechalem jako pasażer samochodem znajomego (KIA magentiz) na troche zajechanych oponach. Pogoda była zacna, muzyka dobra to i pedał gazu trochę bliżej podłogi. Nie wyrobilismy sie na zakrecie i wjechaliśmy w krawężnik na rozjeździe dróg; tak że jedno koło uderzyło w lewy kraweżnik, a drugie w prawy (cos w stylu 0V0, gdzie "0" to koło a "V" kraweznik. O dziwo, nic sie z autem nie stało, ale wybiło nas delikatnie w powietrze :D
- nauczka - wiecej rozsądku za kółkiem.

3. Tym razem ja byłem winny - w zimę zamarzły mi okna, ale jednak pomimo to postanowiłem jechać. Przy wyjezdzaniu z drogi wymusiłem pierwszeństwo na jakimś jasno-niebieskim golfie, gdyż zwyczajnie przez zamarznięte szyby go nie widziałem. Na szczęście gościu w golfie chyba mniej wiecej widział co się kroi i zachował nadwyżkę uwagi, za co brawa dla niego.
- nauczka - stracic te 5 minut zycia na skrobaniu szyb, zamiast stracic 5 mieciecy w szpitalu za zmiazdzone zebra ;f

Avatar użytkownika
polkar
Administrator
 
Posty: 3885
Dołączył(a): 2005-04-15, 12:51
Lokalizacja: z Polski
Samochód: del Sol

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez polkar » 2017-03-28, 21:00

Miąłem raz Lanosem ojca, auto roczne małe bum, ale niegroźnie. Rok po zdaniu prawka.
Cały czas do tej pory bez wypadku, bez kolizji. Od momentu założenia rodziny jezdżę ostrożniej. Ale rok temu na gierkówce w stronę Częstochowy leciałem Solka, na łuku dupa uciekała, kontrowałem, dobrze, że miałem dwa pasy wolne i wyprowadziłem auto. Jazda bez dachu, zarzuciło przy 190 Mogło się skończyć tragicznie, bo nie wyobrażam sobie rolki solką bez dachu przy tej prędkości....
HOTMOT.pl

endriu
 
Posty: 2
Dołączył(a): 2017-03-05, 08:29
Samochód: Mazda 3

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez endriu » 2017-03-29, 12:17

Skoro opisujecie tu też groźne sytuacje, które niegroźnie się skończyły, dorzucę swoje trzy grosze.
Kilka lat wstecz miałem do pokonania trasę ok. 100 km w środku zimy. Jechałem swoim VW Polo 1.0, w którym – pechowo – akurat popsuły się wycieraczki.
Po pokonaniu pierwszych 30 km zatrzymałem się na stacji benzynowej, by – z braku laku – umyć szybę ręcznie. Pech chciał, że akurat w tej chwili temperatura musiała spaść poniżej zera i na drodze zrobiła się szklanka – gdybym siedział w tej chwili za kółkiem, pewnie bym wyczuł zmianę warunków. Nic to, wyjechałem ze stacji i zobaczyłem kilkaset metrów przed sobą ciężarówkę jadącą z prędkością może 50–60 km/h (poza terenem zabudowanym). Prosta droga przez pomorski las, dobra widoczność, więc wskoczyłem na lewy pas i wziąłem się za wyprzedzanie – przecież nie będę za nim jechał, bo po minucie przestanę cokolwiek widzieć przy niedziałających wycieraczkach. Wystarczyło lekko dodać gazu, by zaczęło mną rzucać na wszystkie strony tuż przed maską wyprzedzonej właśnie ciężarówki. Nie dałem rady wyprowadzić auta i wypadłem z trasy, sunąc jeszcze wzdłuż drogi przez kilkadziesiąt metrów i mając jakieś dwa metry od siebie, po prawej stronie, ścianę drzew. Kierowca ciężarówki zatrzymał się i stwierdził, że miałem dużo szczęścia, bo wyglądałem, jakbym miał dachować. Od siebie dodam, że gdybym nie ustawił auta równolegle do drogi, uderzyłbym w któreś z drzew.

Ostatecznie skończyło się na strachu i wiązance przekleństw, ale mogło to wyglądać zupełnie inaczej.

Avatar użytkownika
PifPafSratatata
 
Posty: 640
Dołączył(a): 2009-09-10, 22:20
Lokalizacja: Szamotuły
Samochód: CRX ED9

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez PifPafSratatata » 2017-04-03, 22:19

ohoho temat rzeka:)

W zeszlym , roku wracaliśmy z nocki gośc zmusił nas do ucieczki na pobocze wyprzedzając na 3, złapaliśmy pobocze potem juz tylko 2x w prawo, 2x w lewo, rów, salto i fajrant. Miejsce miałem najlepsze, z tyłu po stronie pasażera. Efekt to zwichnieta kostka, pękniety 3 krag i 5 krąg, bez zadnych wad odczuwalnych na dziś, ale wtedy mocno bolało, chyba z 2 miesiące praktycznie nie wstawałem, i duzo kurzu z dywaników w oczach. Pół roku elki.

http://www.szamotuly.psp.wlkp.pl/showak ... ?akcja=754

A jak miałem 20lat, niestety nie mam zdjęc z tego, posiadłem piekne czerwone ed7 kupione przez rodziców, kobietka zaczeła za mną wyprzedzanie bmw tylko ja wyprzedzając, wiedziałem ze mam miejsce zeby zjechac na swój pas z powrotem, tyle ze na jedno auto a ona raz sie zyje, albo sie wciśnie, albo nie wiem... przeskoczy górą?? wybrała opcje ze sie wcisnie i ja dostałem w tylny błotnik, a gość za mna w przedni. Co było dalej to tylko pamiętam po sekundzie jak przecinałem przeciwny pas tuż przed jakims autem które jak sie poźniej okazało zabrało mi prawie cała tylną prawą cwiartke z klapą i deske rozdzielcza ktora raz była pionowo względem horyzontu, raz poziomo i kępy trawy wlatujace do srodka. dalej to dopiero jak podjechała karetka, kilka osob w koło a ja lezałem obok resztek po świezo kupionym samochodzie. Rodzice zezłomowali go i nie chcieli mi nawet pokazać. Co ciekawe, poza tym ze byłem mocno obolały i miałem pęknięty mostek i wstrząs mózgu i podbite oko lewe to nic powaznego, 2 tygodnie i wypis:)
NO HONDA - NO LIFE

SĄ OSIĄGI - JEST IMPREZA:)

http://reksikk.fotosik.pl/zdjecia/8
http://www.youtube.com/watch?v=6jcBv0jrgHs&feature=related

Avatar użytkownika
crxmen
 
Posty: 1500
Dołączył(a): 2004-12-05, 15:37
Lokalizacja: STUTTGART

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez crxmen » 2017-04-16, 13:47

Rex nie wybacza bledow.
------------------------------------------------ NISSAN SKYLINE R-34 "NISMO" yeah ----------------------------------------------------------

Avatar użytkownika
Masny
 
Posty: 624
Dołączył(a): 2015-01-05, 16:32
Lokalizacja: Chełmża
Samochód: CRX 91'

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Masny » 2017-05-22, 13:10

Reks sam w sobie nie jest winny.
Ot, moim zdaniem po prostu zbyt dobrze się nim jeździ i ludzie czasami przesadzają i przekraczają jego limity przez co auto ląduje na drzewie.

Jeżeli śmigałbyś np. Audi A4 b5 z pływającym zawieszeniem to strach towarzyszyłby przy każdym szybszym zakręcie, a w reksie zamiast strachu jest przyjemność, która czasem potrafi się zmienić w 3 sekundy paniki przed smiercia : >
Załączniki
4aedc5e70007f9a445377215.jpg
4aedc5e70007f9a445377215.jpg (70.19 KiB) Przeglądane 1149 razy

Avatar użytkownika
wrobellos
Moderator
 
Posty: 3628
Dołączył(a): 2008-03-04, 00:45
Lokalizacja: Łódź
Samochód: crx ed9 b18c

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez wrobellos » 2017-05-22, 13:30

w/w foto to ś.p. kolega z forum, nicku nie pamietam ale bylo to ee8 z bydgoszczy bodajrze pierwsze jazdy po zlozeniu projektu...
byl kiedys dzial na starym forum z fotami dajacymi do myslenia..
czesci ee8ed9
lekkie laminaty-maski klapy dokladki ed9ee8ed7ee9
budowa hybryd skrzyn biegow
tarcze pod swap 282mm
swap hamulca big brake przod tyl
regeneracja zaciskow
swapy hkbd
montaz turbo kompresor
custom wydechy doloty kwas
reperaturki progow nadkoli

Avatar użytkownika
Masny
 
Posty: 624
Dołączył(a): 2015-01-05, 16:32
Lokalizacja: Chełmża
Samochód: CRX 91'

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Masny » 2017-05-22, 13:46

Tak, potwierdzam, to foto CRXa z bydgoszczy. W necie krążą jeszcze dwie foty z tego zdarzenia.

Nie znałem człowieka osobiście, ale w internecie są informacje o tym, że on wielokrotnie tracił prawo jazdy za przekroczenia prędkości. Aż w końcu gdzieś na Fordońskiej w Bydgoszczy został wybity w powietrze przez krawężnik i około metra nad ziemią wbił się w lampę przy prędkości ~130-150kmh.

Także ponownie, winne nie było samo auto, a niedostosowanie prędkości jazdy do terenu

edit: nie mogę teraz tak na biegu znaleźć konkretniejszych informacji o tym wypadku; ale około roku temu jak czytałem to obydwoje (Dawid i bodajże Fabian) przeżyli sam wypadek i zmarli dopiero w drodze do szpitala (aczkolwiek tu pamięć może mi płatać figle)

Britney
 
Posty: 1
Dołączył(a): 2017-10-25, 20:16

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Britney » 2017-10-25, 20:22

22 lata temu.... ale przeżyłam z problemami.

Avatar użytkownika
Masny
 
Posty: 624
Dołączył(a): 2015-01-05, 16:32
Lokalizacja: Chełmża
Samochód: CRX 91'

Re: Przeżyłem wypadek! - nasze doświadczenia

przez Masny » 2017-10-29, 15:41

Britney napisał(a):22 lata temu.... ale przeżyłam z problemami.

Coś więcej?

  Następna strona
Posty: 16   •   Strona 1 z 2   •   1, 2

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Teraz jest 2017-11-18, 19:39